na mojej polanie nie słychać nic
prócz niewiele mówiącego trzasku ogniska
a ci trzej siedzą dookoła i jedzą
i jedzą
i jedzą
i cieszą się i nie myślą o której trzeba wracać
palimy w ognisku książki które udają stare
a nie są
i suche krzaki agonii
na mojej polanie
wszystkie ptaki umilkły
tylko patrzą
i krążą
ale odlecą i nie będą patrzeć
(jak je ładnie poproszę)
i kwiaty więdną
prócz tych żelaznych oczywiście
i są starzy bogowie
i młodzi ludzie
na pewno nie na odwrót
a zapach powietrza jest taki
jak to wyrazić
ma coś w sobie niebieskiego ale nie do końca
trzask
trzask
pękają pieczone w popiele ziemniaki
3 lipca 2009
moja polana
nikogo nie obchodzą
nasze chmurne czoła
i obrywamy uschłym pytaniem
co jest?
źle się czujesz?
idziemy trochę chwiejnie
omijamy latarnie
i nie oglądamy swoich odbić
w wystawach
trampki nasiąkłe wodą
kałuże nierzetelne
plask plask plask
a może
sam nie wiem
może chcielibyśmy coś powiedzieć
wykręcić nawilgłe zwoje
ciemnopurpurowych szmat
a może
pochylamy głowy
z rozmokłym marzeniem
dużego gładkiego kamienia
rozgrzanego nienachalnym słońcem
gdzieś na trudnej do odnalezienia polanie
i tam leżelibyśmy
obok schną połatane ubrania
nasza nagość byłaby cudowna
nasza skóra byłaby świetlista
może właśnie tego chcemy
Etykiety: poezja, Wiktor Złotnicki
sześć guzików
nawlekam guziki
te przezroczyste
sztuk sześć
to bez ciebie
jeden zielony
bo tak mi wtedy
lecz to sen
i to krótki
jakieś pół metra
w końcu pęknie i się skończy
wysoka nuta twojego zapachu
i dwuliterowy wyraz twarzy
ty
Etykiety: poezja, Wiktor Złotnicki