10 kwietnia 2008

List drugiego pomyślunku

Opuściłeś mnie, tandetna podróbo Archanioła. Zaledwie na chwilę, na ułamek sekundy odszedłeś żeby zaparzyć te pieprzoną herbatę. Wystarczyło tylko to, żeby te wszystkie ciemne dusze i nastroje wpełzły we mnie i od środka zaczęły mnie gnoić. Póki stałeś przy mnie- nie wnikam czy z rozkoszą czy obrzydzeniem- ale póki stałeś potrafiłem wyczuć metaliczne powietrze i szybko uciec. Jak mogłeś dopuścić, żebym został sam? Wiesz przecież, jak nieporadny duchowo jestem, nieodporny na podłości. A teraz patrz na swojego podopiecznego, patrz i płacz szczycie irytacji. Jak pokrwawionymi rękoma modle się do twojego starego szefa o łaskę przedwczesnego zgonu. Nigdy nie wybaczę ci tej herbaty. Tego, ze zaniechałeś swojego obowiązku. Aniele Boży, na Boga stróżu mój.

9 kwietnia 2008

nie idź zostań do jutra
by dreszczem je powitać
pokaż mi ścieżki ciepłe aż do krwi
daj spróbować srebro z twojej nocnej szyi
daj mi słońce na powieki
cichy dotyk na ramiona

7 kwietnia 2008

Ze złamanym skrzydłem

Miałam piękne skrzydła, ich czerń migotała kolorami tęczy. Przebywałam tam na górze, siedziałam na swym obłoku. Z mieczem przypasanym u boku, gotowa do walki. Aż zawołałeś mnie, najpierw usłyszałam szept, myślałam, że to tylko szum wiatru. Zacząłeś krzyczeć, głośniej i głośniej. Nie powinnam reagować, to nie sprawy takich jak ja. Ale podążyłam za głosem, znalazł się tam z tobą. Byłeś piękny, płakałeś – walczyłam z twoimi smutkami, ze swoimi także, bo tu poczułam coś dotąd nieokreślonego. Nawoływali mnie, ale zostałam. Siedzieliśmy tam wtuleni w siebie, wyrzuciłam swój miecz – pewna jego bezużyteczności. Sączyłeś mi w uszy słodkie słowa, zawładnąłeś całą duszą. A potem przyszli oni, nie mieli skrzydeł. Broniłam się długo, choć nie miałam już miecza. Ty odszedłeś, zabrali Cię. A ja zostałam tu ze złamanym skrzydłem, z piórem w ręku zapisując myśli. Ukryłam się wśród trawy.