Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza poetycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza poetycka. Pokaż wszystkie posty

25 lutego 2010

*** ("nie mówimy ani słowa")

nie mówimy ani słowa
i to dobrze

bo przecież słowa składają się z literek
które wymyślił kto inny

naszym językiem
ciężko się posługiwać

ale warto zgłębić
kopalnie frazeologii
tomy słowników tematycznych
i gramatyki soczyście opisowej
a także skomplikowaną naszą składnię

choć instytut mówi że to akurat betka

27 września 2008

Zainspirowane wystawą FORMY I LUDZIE

1.

Starszy pan z kotem na kolanach, zniszczony przez lata, ale i przez świat. Jedyną jego własności jest ten właśnie kot i przybrudzona czapka, która pamięta wiele. Pan Bronisław, bo tak ma na imię, Broniu – mówią ludzie z osiedla. Mieszka w opuszczonym domu o pustych pokojach . Zawsze z tą czapką i z kotem u boku. W brudnym ubraniu, naznaczony życiem. Gdy go mijasz powie „dzień dobry” i lekko się ukłoni, niczym prawdziwy dżentelmen, w łachmanach. Widzą go codziennie, rozmawiają czasem- rzucą parę słów na wiatr. Nikt jednak nie zna go naprawdę, nie wie i nie zastanawia się, dlaczego, po co tu jest, jaki ma w tym cel. Opiekunem pana Bronia jest czarno-biały kot Gacek. To dziwne stworzenie, w jego lekko przymrużonych oczach kryje się historia pana Bronia i wszystkie prawdy wszechświata. Nie wiadomo ile ma lat- są ze sobą od zawsze. Gacek lubi małe dzieci, daje się głaskać pani spod 7, ale do sklepowej Lidii, która plotkuje nigdy nie podchodzi. Gackowi i Bronisławowi dobrze ze sobą, wydaje się, że nic im nie brakuje. Wciąż bacznie obserwują. Mają swoje zdanie i rozmawiają po cichu. To opiekunowie osiedla, niczym dobre duchy strzegą go przed złem. Jak dobrze, że pan Bronio ma swego Gacka.

2.

w za ciasnych stringach

i dodatkami w panterkę

jej dredy sprzeciwiają się temu

znów się sprzedaje

pozuje dla pieniędzy

niby nie ma wyboru

lecz czy na pewno

typowa poza za 3,50 plus vat

by zapewnić MU przyszłość

dodatkowe kilogramy po ciąży nie ułatwiają życia

zaprzedaje fotografowi duszę

myślami daleko przy niebieskiej kołysce

z uśmiechem czułym i przeblaskami tęsknoty

22 stycznia 2008

jeszcze nie wiem jak to nazwać :P

Lato już odeszło
i zapłonął ogień w kominku.
Widzę w nim siebie,
moja twarz błyszczy w ogniu,
mogę dostrzec każdą jej część.
Widzę jak z prawej strony tuż nad
złocistą brwią rysuję się moja
fantazja,
paranoje, w które popadam każdego
dnia.
Chcę być światłem doskonałym
i aniołem czystym jak poranek.
Udaję, że kocham kwiaty.
Szukam blasku w swoich oczach,
chciałabym być cudem...
Cała ze złota stąpałabym po
pałacowej podłodze z moich marzeń,
bo nie mam ochoty wciąż gonić siebie,
a najbardziej chciałabym pozbyć się myśli...

18 stycznia 2008

Kartoteka wspomnień

A- aksamitny motyl przeleciał mi nad głową
B- błądziłam szukając zapomnienia
C- całowałam przeznaczenie za to, że potrafię rozróżnić kwiaty...
D- duszą uderzyłam Boga w twarz...żałuję.
E- emocją zburzyłam mury, nic nie jest jak dawniej...
F- fascynacja zamknęła mi usta
G- gardziłam radością pragnąc upojenia
H- harmonijką uśpiłam marzenia, nie było mi łatwo.
I- i spadłam w przepaść...
J- jak ptak odleciałam w głąb szaleństwa
K- kradłam wspomnienia, by budować swój świat
L- leżałam na plaży pełnej blasku...
M- miałam nadzieję, tylko przez chwilę
N- nienawidziłam muzyki grającej ze mną w brydża
O- oczami fałszu spaliłam kamienne pocałunki
P- płonęłam zawieszona na maszcie statku nieludzkości
Q- Quo vadis?
R- Runęłam na szkło i rozcięłam swoje myśli
S- Skąd przychodzisz?
T- Topiłam smutki w rzece, na brzegu, której całował mnie anioł
U- Umarłam... chyba...

30 listopada 2007

Miękkiej trawy i braku reszty.

Chcę miękkiej trawy i braku reszty. Chcę ciepłego wiatru. Leżę na zielonej łące i patrzę na fioletowe niebo, złote chmury na nim. Płyną powoli. Nic nie robię, nie czuję ani zimna ani ciepła. W oddali drzewa szumią monotonnie. Nie ma nikogo. Nie wstaję. Nie muszę, bo obok mnie leżysz ty. Jeszcze cię nie znam, ale to nieważne. Trzymam cię za rękę. Patrzymy w niebo, nic nie jest ważne. Cienką strużką płynie krzyk, smutek i małostki. Czarna woda, która ciążyła mi wewnątrz. Już jej nie ma. Jestem czysty, jestem wolny. Jestem martwy.