Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Kowalczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Kowalczyk. Pokaż wszystkie posty

27 października 2009

Powiedz, że marzenia
nie odbijają się
tylko w kałużach.
Że nie chłodzą się w cieniu,
kiedy ja usycham na słońcu.
Powiedz proszę,
że wytrwam
bo jakoś tak...
dziwnie
jestem ze stali.

25 sierpnia 2009

jestem.
za bardzo zamknięta.
zbyt pewna, że wygram.
chodź,
odsłoń mi twarz.
będę naga szła
zatłoczoną ulicą,
żebyś zobaczył,
że wiem
czego chcę.

8 czerwca 2009

Mogłabym napisać
albo zagrać
wymruczeć
lub wydmuchać
i powiedzieć
że tak
na pewno
tęsknię
i że chcę powrotu
chcę powrotu
i że wiem
wiem że
już nigdy
tak
nie będzie.

Jestem tu.

A właściwie wciąż na zewnątrz.

Czuję chłód

wiatr zatrzymuje się przede mną

i dmucha mi w twarz

chciałabym tak stać

ale ciebie już nie ma,

chciałabym wejść do środka

ale nie wiem jak,

przyjdzie mi zginąć na wietrze

nie ustoję

nie zasnę

nie ruszę się

nie spojrzę ci w oczy.

22 lutego 2009

Cudowne dzieło sztuki-
twoja i moja egzystencja
mały manifest przeciwko śmierci
zdolność do zbierania barw
idea bycia żołnierzem
chęć poznania światła koloru i cienia
kompozycja z róż
wszechwładność i niemoc
sprzeczna koncepcja bycia człowiekiem

12 grudnia 2008

Nie mówisz już „kiedy”

Tylko ,,jeśli”


Nie stwierdzasz, że „tak”

Tylko pytasz „czy na pewno?”


Odpowiadam „chyba”


Nie mówię „gdy”

Tylko „gdyby”


Nigdy nie mówiłam.

20 listopada 2008

Zamilcz,
niech wrony pójdą spać

nie zabiorą już nikogo


wywieś białą flagę,
ma ładniejszy kolor.

3 listopada 2008

Kłamstwo.
Fałsz.
Obłuda.

Cisza-
pada śnieg.

Dlaczego mrozisz
mi oczy?
Nie pozwalasz patrzeć.

Nicość.
Ciemność.
Wolność.

Lecą płatki śniegu.

Dlaczego strzelasz
mi prosto w głowę?
Nie pozwalasz myśleć.

Zima.
Odeszła.

A ja wciąż tu stoję
z przestrzelonymi myślami
z zamarzniętymi oczyma.
Nie widzę.
Nie myślę



niewzruszona.

20 października 2008

Tamtej zimy miałam szary płaszcz,
i czerwone rękawiczki
i szalik
i oczy też miałam czerwone
z żalu chyba,
a wszystko kręciło się wokół mnie
nosiłam ciężkie papierowe torby
wypełnione powietrzem
chodziłam po śniegu
w sandałach
i było mi dziwnie gorąco
to dlatego że miały czerwone rzemyki
jak moje oczy,



Na anomalii więc stanęłam
pogodowej rzecz jasna,
a dotknęła mojej duszy
gdzieś pod koniec stycznia
zwariowałam
zatoczyłam krąg
parę orłów na śniegu
i to
z żalu chyba


inspiracja: dziwne, bo "mru mru" chyba :P rzecz jasna - muzyka

19 października 2008

wyjdź... . chłodno tu.

niepotrzebnie wtłaczasz mi do płuc wiatr.

nie chcę go.

twoje malinowe oczy

i malinowy uśmiech

wciąż tkwią na mojej szyi.

wypłowiałym gestem wskaż mi krzesło.

usiądę. zatrzasną się powieki.

A ty idź!

Wyjdź cicho, szybko.

zapamiętam tylko szept

twoich stóp.

i moje lekkie kołatanie serca. .. .

do nieba.

za daleko chciałbyś dojść.

nie idź

spadniesz

ja wiem

12 października 2008

Znikniesz,
nikt nie będzie wiedział po co
i dlaczego...
Zakręcisz się w szarym dymie,
balony wypełnione
myślami
niczym powietrze
ulecą w przestworza...
Zawirujesz obijając się o ściany
ciasnych korytarzy,
nie ty pierwszy,
nie ostatni.

Z czym do ludzi?

Wydobądź zazdrość-
niewidzialną szablę,
magiczną broń,
która obroni Cię przed
ludźmi
Stań na wprost mnie
i powiedz, że nie chcesz
a zamienię się w kamień
Idź na wojnę, zabierz miecz,
tak jak to robili kiedyś
tak jak to robią teraz

5 października 2008

Niech świat krzyczy,

Ty milcz.

Zakryj dłonią usta

i złotem jesieni wymaluj

sobie ciszę...

Niech przyjdzie i uspokoi

przyspieszony oddech

twoich myśli.

A wiatr ukołysze ci sumienie

i znów staniesz się liściem,

Rudym podszyciem, na którym

Układają się zmęczone stopy...

21 września 2008

Mokrymi palcami dotykam twoich oczu,

wkładam je do środka i wyciągam dokładnie

oglądając strach,

Potem zmywam go gładząc opuszki,

Zanurzam całą dłoń i grzebiąc w Tobie

kaleczę się o ostre kanty,

Coś lub ktoś atakuje moją rękę

Nienawiść zabiera mi ciebie.

15 sierpnia 2008

- Chciałabym, żeby na świecie była tylko jedna Wielka Ważna Sprawa – wysunęła nogę do przodu oczekując, że ruszy za nią, ale on ciągle stał. Latarnia oświetlała jego twarz, ukazywała szerokie usta, które raz po raz poruszały się w bardzo szybkim tempie

- Myślisz, że coś by się zmieniło? – Prawie nie zauważyła, kiedy niemal, że wyrzucił z siebie to pytanie.

- Gdyby na świecie była tylko jedna Wielka Ważna Sprawa wszyscy ludzie zajmowaliby się tylko nią, wokół niej gromadziłyby się myśli całego świata, ona byłaby centrum...

- Centrum, czego? – Zapytał, nie dlatego, że nie zrozumiał, ale dlatego, że chciał nauczyć ją wszystkiego tego, czego jego nie nauczono.

- Centrum nas – ludzi. Wtedy mogłabym się na chwilę odłączyć od tego szumu wokół Wielkiej Ważnej Sprawy.

- Dlaczego chciałabyś się odłączyć? Przecież nie miałabyś innych spraw, którymi mogłabyś się zajmować.

- Bo chciałabym być inna niż ci wszyscy ludzie, wynajdywałabym sobie wtedy swoje małe sprawy i zajmowała się nimi po cichu – mężczyzna z trudem powstrzymał śmiech, patrzył na małą postać, której oczy błądziły gdzieś w oddali, chciał dla niej trwać, na zawsze.

- Czy naprawdę potrzebna jest wielka sprawa?..

- Wielka Ważna Sprawa – poprawiła go.

- Tak, właśnie Wielka Ważna Sprawa, czy naprawdę ona musi istnieć, żebyś mogła mieć swoje własne, małe sprawy?

- Tak – odpowiedziała zdecydowanie.

- A co z innymi ludźmi? Czy myślisz, że oni nie mieliby innych spraw?

- Nie, po to właśnie byłaby Wielka Ważna Sprawa.

- Mylisz się, każdy z nich ukradkiem myślałby o swoich małych sprawach, tak naprawdę oszukując samego siebie i usprawiedliwiając się, że przecież jest miliony ludzi, którzy myślą o Wielkiej Ważnej Sprawie, więc, po co jej jeszcze on?

- Każdy chce być inny – stwierdziła mała i obróciła się na pięcie- chodźmy do domu dziadku, muszę załatwić jeszcze parę spraw...

27 czerwca 2008

Trzęsąc się siedzi ukryta w porannej rosie,

jej oczy już dawno zaszły wonią kwiatów,

aksamitna przepaska oplata jej ciało,

Zdeptana kwili cichutko...

Letni promień słońca pada na jej usta,

wciąż zamknięte,

Oczy ma ze stali,

jeszcze długo tutaj będzie,

Mała, malutka nadzieja...

28 kwietnia 2008

Paulo Coelho – niezwykły Wojownik Światła

,,Kto chce rozpocząć Dobrą Walkę, musi wyobrazić sobie, że czeka go odkrycie i zdobycie wielkiego skarbu.” Coelho bardzo dobrze to sobie wyobraził i sumiennie wypełnił tę myśl. Można powiedzieć, że sam siebie odkrył i zdobył skarb w postaci milionów fanów i międzynarodowej sławy, a także to, co najważniejsze – nowe doświadczenie i siłę, która popchnęła go dalej.

O sobie mówi, że jest ,,trochę czarodziejem”, bo wie doskonale jaki wpływ na czytelników mają jego książki. Zaczynał od pisania tekstów piosenek, debiutował w wieku 38 lat, jego pierwsza i druga książka zostały wydane przez małe wydawnictwa i nie sprzedały się, jednak ich autor nie zrezygnował ze swojego marzenia. Znalazł większe wydawnictwo, które wydało jego książkę ,,Birda”, co wyniosło na szczyt także ,,Alchemika” i ,,Pielgrzyma” Coelho stopniowo podbijał serca brazylijskich, później europejskich i północnoamerykańskich czytelników . W czym tkwi fenomen Brazylijczyka? W dzisiejszych czasach z liczbami się nie dyskutuje, nakład 23 mln egzemplarzy książek wydanych w ponad 100 krajach robi wrażenie. Ale nie tylko liczby wzbudzają szacunek, zachwyca i zaskakuje przede wszystkim treść – niezwykła? Na pewno tak, ale w tej niezwykłości znajdujemy tak dużo codzienności i prostej prawdy, że wielu z nas z chęcią sięga po książki Coelho. Sam autor i sprawca ogromnego ,,zamieszania” na rynku książek, mówi, że nie robi nic innego jak tylko dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, niekiedy dosłownie przytacza sceny z własnego życia. Pisarz ma, o czym opowiadać, gdyż jego życiorys i bagaż doświadczeń są niezwykle bogate – młodzieńczy bunt i ruch hippisowski doprowadziły go prosto pod bramy więzienne, a zdesperowani rodzice pod mury szpitala psychiatrycznego. Niczego się nie wstydzi, ani też nie żałuje, mówi, że dzięki temu poznał życie i teraz jest silniejszy. Urodzony w Rio de Janeiro „współczesny mag” często powtarza, że od emocji nie da się uciec, co widać w jego książkach. Napisane prostym językiem, zwierające przemyślenia i prawdy życiowe historie podbiły serca ludzi. Zapotrzebowanie na literaturę walki dobra ze złem, nienawiści z miłością, wierności ze zdradą wciąż rośnie. To właśnie nieskomplikowany sposób tworzenia sprawia, że Coelho świetnie trafia w gusta współczesnych wielbicieli literatury. Jest mistrzem wpisywania rzeczy nieistotnych w szarą rzeczywistość. Pokazuje nam jak dzięki szczegółom możemy przetrwać złe chwile lub zwyczajnie poprawić sobie nastrój. Coelho jest człowiekiem głęboko wierzącym w Boga - duchowość i religia obecne są prawie w każdym z jego dzieł. Pomaga nam dostrzec przyszłość, cieszyć się każdego dnia wschodem słońca i przyjmować miłość, jeśli tylko spotkamy ją na swojej drodze. Do niczego nas nie zmusza, ani nie namawia, tylko przekazuje. Nie chce żebyśmy żyli tak jak on, a jedynie udziela nam wskazówek jak nie przegapić przeznaczenia lub jak żyć w zgodzie z samym sobą. Coelho nie chce udowodnić, że życie jest zawsze piękne i dobre, a zaznaczyć, że możemy je przeżyć jak najlepiej, mówi, że powinniśmy łapać chwile i szukać w nich radości, tak by były dla nas przyjemne. A każde spotkane,,zło” powinno motywować nas, zagrzewać do walki a my - zrobić wszystko by była wygrana, musimy walczyć o swoje marzenia, bo tylko wtedy się spełnią. Nie można się ich bać, trzeba przyjmować każde wyzwanie. To wszystko jest banalne, ale za to bardzo prawdziwe. Właśnie ta banalność przepleciona z niezwykłą wizją świata i ludzkiego życia wyniosła Coelho na szczyt sławy. Autor nie zrobił nic innego jak tylko przedstawił swoje poglądy, oczekiwania i doświadczenie. Naturalne emocje zawarte w jego dziełach, tylko zachęcają nas do zagłębiania się w lekturę książki.

Wielu ludzi uważa, że Paulo Coelho jest komercyjny i przereklamowany i za wszelką ceną chcą to udowodnić. A wystarczy przeczytać, by przekonać się, że tak nie jest. ,,Nie trzeba skomplikowanych elaboratów, żeby pisać o sprawach głębokich” – powiedział kiedyś Coelho i jak najbardziej ciągle się tego trzyma, co sprawia, że w jego głowie powstają coraz to nowe historie, przekazujące wspaniałe idee. Ostatnim wielkim sukcesem pisarza jest wydanie książki pt. ,,Czarownica z Portobello.” Może niedługo doczekamy się nowych dzieł tego artysty? Nie każdy musi lubić literaturę tego typu, ale tych, którzy wierzą w przeznaczenie, miłość i chcą poznać historie przepełnione tajemniczością ludzkiej natury i wiarą w nasze ukryte możliwości serdecznie zachęcam do sięgnięcia po książki tajemniczego Wojownika Światła.

27 kwietnia 2008

Kraków myśli abstrakcyjnie


Oniemiałam z wrażenia. Za chwilę moje myśli miała pochłonąć piękna i dumna Floriańska. Ulica jak rzeka, ludzie płynęli nią w spokoju, zdumieni i onieśmieleni blaskiem. Przeszłam parę kroków, zatrzymałam się, nosem wciągnęłam wszystkie kamienice, kolory i promienie Słońca muskające kamienną drogę. Zachłysnęłam się wszystkim, cały ten ”ekwipunek” wdarł mi się do gardła, przebiegł całe ciało, potrząsnął każdą komórką, wzruszył każdy nerw, od tej chwili moje zauroczenie przybierało na sile, wciąż rosło i rosło...W tle Kościół Mariacki, którego widok przyprawił mnie od dreszcze, stał sam, dumny, wysoki, a pod nim miliony małych mrówek spoglądające mu w oczy, był gwiazdą tego miejsca. Po obu stronach Floriańskiej turystom przyglądały się ciche, niewielkie sklepiki, bardzo szanowały tę ulicę, wszystko tu łączyło się w jedno, doskonale tworzyło całość, mogłabym setki lat stać w jednym miejscu i patrzeć na tę kompozycję. W pewnym momencie prosto w oczy uderzył mnie dym płonącego od gwaru Rynku, jeden cios i moje zauroczenie przeskoczyło o dziesięć stopni w górę. Byłam w raju, w którym nikt się nie spieszył, rynek pieścił ludzi, którzy tłumnie przybywali go podziwiać, rozkoszować się pięknem, czułam, że i ja jestem jedną z nich. Tak długo trzymał mnie w swych objęciach, że po paru minutach już nie chciałam opuścić jego ramion, wtuliłam się w nie, poczułam jego zapach i wiedziałam, że to miejsce, w którym chcę spędzić całe życie. „A to Polska właśnie” napisał Wyspiański, miał rację, bo gdy patrzysz na czarne lub żółte twarze turystów, gdy spoglądasz w skośne oczy to czujesz się dumny z Polski, że oni ją zwiedzają, że za Kraków kocha nas cały świat. A rynek, kamienice, uliczki i place przyciągają swoją polskością. Wyrwałam się w końcu z objęć Sukiennic, Ratusza i renesansu, i wpadłam na Grodzką. Kraków jest piękny, ale Grodzka piękniejsza. Ogarnięta jakąś szaloną pasją Rynku, wplotłam się w kostkę brukową Grodzkiej, zlałam się z jej kamienicami, wsiąkłam w powietrze nad nią, chciałam mieć ją tylko dla siebie, by zapamiętać jak pachnie wiosną, frytkami i ziemią, którą zostawiały podeszwy ulicznych muzyków. Była dostojna, powabna, elegancka, szykowna, a zarazem delikatna i subtelna, jak prawdziwa kobieta. Ubierała się modnie, w drogich butikach, jadała i piła w ekskluzywnych kafejkach, i restauracjach. Kochana, niezapomniana Grodzka, prowadziła niegdyś królewski orszak, wczoraj gościła mnie i moje sterczące na wszystkie strony myśli. Zadeptana przez turystów wciąż promieniała blaskiem i była prawą ręką Krakowa. Przy niej mnóstwo kościołów namawiało do zatrzymania się, wejścia i ukojenia swojego umysłu w modlitwie. Wszystkie piękne, prężne i odważne, jak rycerze stały niewzruszone. Romantyczna Grodzka zaniosła mnie i złożyła pod stopami Wawelu. Patrzyłam na budowlę, Wawel miał pod skrzydłami całe miasto, a wszyscy idąc kłaniali mu się z szacunkiem. Apogeum mojej wędrówki, wszystko było tu alegorią, natknęłam się na pomnik Kościuszki, który dumnie witał mnie przy wejściu, widziałam cudowne komnaty, pełne przepychu, w których szarmanccy królowie zbierali myśli, multum baszt świadczyło o waleczności starego Krakowa, każda z bram przypominała o historii, a symboliczna Smocza Jama nie pozwalała nam zapomnieć o równie starych, krakowskich legendach. Chłonęłam ten Kraków całą sobą, zakochiwałam się w każdej z uliczek, tylko po to, by zaraz odkochać się i zakochać w innej, jeszcze piękniejszej i bardziej magicznej, spoglądałam na miasto z góry i widziałam jak dachy kamienic łączą się w jeden wielki płaszcz Krakowa... „Przez kolejne 365 dni będę patrzyła na świat jakbym go widziała po raz pierwszy, szczególnie na rzeczy nieistotne...” Dziękuję Krakowowi, że mnie przyjął tak serdecznie, przytulił i pozostał we mnie na zawsze...

„Nie ma miasta, które by tak uskrzydlało dusze do wyższego polotu, tak gwałtownie je wyciągało z szarego bagna pospolitości” Kazimierz Morawski

20 kwietnia 2008

Łapię chwile i rozrywam je
na kawałki.
Chłonę wolność.
Oddechem tulę do siebie
skomplikowane części świadomości,
nic z tego,
pchnięta nożem jak opętana
pędzę naprzód,
roztrzaskuję się o myśli kamieni,
które wyrastają z bladej od
spojrzeń ziemi.
Cisza.
Ciągle mnie tu nie ma...

10 kwietnia 2008

Chyba upuściłam Słońce,
O przepraszam!
Schowam się za chmurę,
Gdzie czeka nowy dzień.
aksamitem otoczę Twoją
szarą barwę,
chcę móc jeszcze raz potrząsnąć światem!
Co mówisz?

Nic nie słyszę, schowaj ten wiatr.