Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilka Komarnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilka Komarnicka. Pokaż wszystkie posty

13 maja 2008

Tak nie powinno być.

Nie umiem już płakać. Łzy są zbyt błahe, zbyt proste. Już nie wyrażają tego, co trzeba.
Kilkoro dzieci stąd nie powinno żyć. W tym także ja.
I chociaż czasem jesteśmy inni, jedno nas łączy. Mali dorośli. Tak nie powinno być.
Siedmioletnie dzieci, które wiedzą o zagrożeniu życia. Tak nie powinno być.
Tak nie powinno być...

Tak nie powinno być.

Nie umiem już płakać. Łzy są zbyt błahe, zbyt proste. Już nie wyrażają tego, co trzeba.
Kilkoro dzieci stąd nie powinno żyć. W tym także ja.
I chociaż czasem jesteśmy inni, jedno nas łączy. Mali dorośli. Tak nie powinno być.
Siedmioletnie dzieci, które wiedzą o zagrożeniu życia. Tak nie powinno być.
Tak nie powinno być...

12 maja 2008

***

Tysiące razy zamierałam ze strachu.
Tysiące, nie miliony.

Co czują ci, którzy umierają?

***

Nie możesz ze mną iść.
Tysiące myśli, to boli.
A Ty nie możesz dalej ze mną iść.

15 marca 2008

Nie każ.

Głupcy z krainy wojny nie wiedzą
co to strach.
Śniade oczy mają.

Komuniści rozmienili świat
na drobne.
Swe żniwo orają.

Niespełnieni filozofowie szukają
sensu śmierci.
Ucieczki wołają.

Och, utopienie totalne
wojny nosisz imię
i płaczesz.

Hitlerze, nie każ nam patrzeć.

Antidotum

Krzyki, krzyki
dusza nie może już płakać
żegnaj
zachorowałam
na miłość
antidotum sprzedali szatanowi
nie odda
a ja cię
...kocham
nie wiem
kocham?

27 lutego 2008

Nie daj się skreślić

Jestem tylko/aż człowiekiem/jednym z tłumu
Niepotrzebne skreślić, właściwe poddać w wątpliwość
Przemyśleć i argumentację podać na ostro

Mam swoje zasady/przywary
Albo zasady łamane przywarami
Jeśli skreśliłeś, żałuj, nie jesteś godzien prawdy
Jeśli zostawiłeś, cierp, nie ma rzeczywistości bez bólu

Jestem pesymistą/optymistą/realistą
Decyduj, czy skreślasz cokolwiek
Zasady i szufladkowanie są dla szufladkowanych
Jeśli nie skreśliłeś, życzę powodzenia, jeśli tak, życzę jeszcze bardziej
Przyda się

Czy naprawdę?

Zagubiona we własnych wątpliwościach
I dennych pytaniach innych
o sens uśmiechania się

Czy naprawdę nie potrafimy już
Zrozumieć się jak ludzie
Bez alkoholowego podmuchu?

Szufladkowanie jest dla szufladkowanych.

Od lat 90. obserwujemy tzn. psychologię szczęścia, zakładającą dążenie do szczęścia mimo wszystko.

Takich ludzi nazywamy optymistami.

Optymizm zaś definiuje się jako:

1. «skłonność do dostrzegania we wszystkim dodatnich stron i wiara w pomyślny rozwój wydarzeń»

2. «pogląd filozoficzny, według którego istniejący świat jest najlepszy z możliwych i racjonalnie urządzony, a życie jest dobre, można więc osiągnąć w nim szczęście i doskonałość moralną»

Stereotypowość pokazuje nam obraz wiecznie ucieszonego człowieka, kogoś kto nie doświadcza smutku i jest entuzjastyczny.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy – nie wszystko ma dobre strony, choćby gwałt, który nie jest od nas zależny. Świat ma mnóstwo niedomówień i paradoksów stworzonych przez ludzi. A doskonałość – hm, powodzenia.

Czy więc można zdefiniować się jako optymistę? Encyklopedycznego, stereotypowego, jakiegokolwiek? Nie oszukując siebie samego?

Obecnie psycholodzy, m.in. Robert Spitzer nagle zaczęli doceniać smutek. Że jest potrzebny, zdrowy i motywuje.

Pesymizm jest zdrowy. Ale czym on jest?

1. «skłonność do dostrzegania tylko ujemnych stron życia»

2. «pogląd filozoficzny głoszący, że na świecie jest więcej zła niż dobra, a życie ludzkie jest bezustannym cierpieniem»

Stereotypowo dużo smutku, melancholii i narzekania. Teraz to zdrowe ponoć. Jednak nawet największy pesymista ma nadzieję i reaguje entuzjastycznie na wiele rzeczy.

Jest jakaś metoda bycia pesymistą? Prawdziwym? A sens?

Realiści. Szukający prawdy i metody. Słownik PWN definiuje realizm jako:

1. «postawa życiowa polegająca na trzeźwej, bezstronnej ocenie rzeczywistości, pozwalająca na wybór skutecznych środków działania; też: umiejętność takiej oceny»

2. «pogląd filozoficzny uznający istnienie rzeczywistości obiektywnej»

Brzmi sensownie. Człowiek jednak jest istotą o wolnej woli, co pozwala mu też popełniać wiele, wiele błędów. To ludzkie. Każdy też splamiony jest subiektywizmem własnych przeżyć, doświadczeń, emocji. Nie jesteśmy maszynami (chciałoby się powiedzieć „Stety i niestety jednocześnie”). Czy więc to ma sens? Jakieś podstawy? Ocena może być błędna. Kolejna też. I kolejna.

Każda z tych postaw ma w sobie jakieś paradoksy, jest poniekąd słuszna, poniekąd niemożliwa. Większość wybiera którąś, robiąc pewne odstępstwa. „Jestem optymistą, ale...”, „Jestem pesymistą, jednak...”, „Szukam prawdy w cierpieniu, szukając szczęścia”. Niektórzy odrzucają wszystko, zamykając umysł na pozytywne, bądź negatywne myślenie.

Niektórzy...

Niektórzy myślą jak ja. Że nie trzeba się szufladkować. Nie trzeba zakreślać granic. Po co niepotrzebnie się szufladkować, a potem się tłumaczyć? Można nawet wyjść poza te trzy podejścia. Świat jest otwarty. A szufladki są dla szufladkowanych. Od nas zależy, czy nimi jesteśmy i jak myślimy. Czy kultura masowa zmanipulowała i ciebie?

Myśl, myśl!

Zirytowana wpisała kilka linijek.
Cholera, nie da rady. Beznadziejne. Nawet ślepcy w to nie uwierzą. Zakładając, że w ogóle przeczytają.
Jeszcze bardziej zirytowana wcisnęła backspace.
A może wymyślić postać i potem wrzucić ją ciężarówę? - pomyślała. Albo lepiej zachowam tą chorą rządzę krwi dla siebie...
...może kogoś powiesić?

Ech.

A gdyby tak napisać love story? - Przeczesała czarną czuprynę.
Nie, nie! Kurde, dziewczyno, staczasz się!
Już wolę zjeść własną rękę niż napisać jakieś romansidło.

Fuj.

Ale może jednak. Coś jak książka Sparksa, tylko bardziej pusta, mniejsza, głupsza i... no, głupsza.
Pomyślmy.
Szła ulicą, beznamiętnie licząc swoje stąpania (Jej, jakie słowa!) do wpadnięcia na miłość.
Bach!
Cholera - za wcześnie o dwanaście kroków! Co, ty, przystojny brunecie, sobie robisz/myślisz [niepotrzebne skreślić]?!
Że niby ja jestem kiepska z matematyki?! Miałam pięć na koniec roku!

Odpada. Nie umiem się wczuć w klimat wpadania na miłość. Niech wpada na kogo innego.

Ewentualnie można by się targnąć na jakąś powieść historyczną.
Król Artur szukający przyjaciół - tworzący okrągły stół. Te sprawy.
Hm, taa.
"Historyczny bełkot" - raz, proszę!

Parodia.
Bawić się w parodię?
Dziewczyno, parodią to jest to co ty robisz...

Czas mija. Zaraz stoper w mikrofalówce wybije godzinę zakłady pokoleń. To znaczy... No, nieważne.
Zaraz spyta.
Wiedźma.
Oho, idzie.

- Więc, Mario, powiesz mi w końcu, jak to się stało, że masz cztery jedynki z geografii i dwie z fizyki?
No to koniec.

4 lutego 2008

Drogi poeto...

Już za późno, nie odpowiesz mi jakbym chciała
Nie uwierzysz w prawdziwość portretu
Więc po co było to wszystko?
Po co historia o wczorajszym aniele?
Nie opisałeś siebie
Trudno opisać kłamcę
Rozumiem
Bo sama robię to samo

Jak daleko?

Mówiłeś o marzeniach
Planach na przyszłość
Śpiewałeś o szukaniu prawdy

Och, nie mogę uwierzyć
Nie mogę zobaczyć
Nie chcę, nie chcę Twojego bólu

Mówiłeś o marzeniach
Ja milczałam
Teraz Ty milczysz

Jak daleko od siebie jesteśmy?

21 stycznia 2008

Groźba raz zrażonej

Jeszcze jedno słowo
A zabiję Cię huraganem mojej wieloznaczności
Chłodną miętę poczujesz w swych kościach
Podmuchem manipulacji zwalę Cię z nóg
Skosztuję ironicznego posmaku Twych ust
Ukłują Cię westchnienia niewyszeptane
Uderzą ambicje na progu strzaskane
A ja odejdę, udam się skrótem
Złudną nadzieję na zakręcie utnę
I napiję się soku agrestowego

Skrzynka skargowa

Zadzwoń, zadzwoń proszę
Proszę, zadzwoń
Piiip... A umówiłeś się?
Zadzwoń, ale zadzwoń
Piiip... Nie ma takiego numeru
Proszę, zadzwoń
Jeśli chcesz spróbować sił wciśnij 1000 zł
Jeśli chcesz iść za darmo, odłóż słuchawkę
Piiip...
Zadzwoń, proszę
Piiip... Numer nie ma czasu dla ignorantów
Piiip

Ludzie mają grawitację.

Można zauważyć, że ludzie też mają tą tajemną siłę, która sprawia, że sporo dzieje się wokół nas, jesteśmy środkiem czegoś, przyciągamy do siebie rzeczy i osoby.

Oczywiście, nie mamy tak silnej grawitacji, żeby choćby zwracać w swoją stronę planety, chociaż niektórzy kuszą się o przekonanie, że to oni przyciągnęli do siebie Ziemię. A prawda jest taka, że jedyną ziemią jaką przyciągnęli, jest gleba i to jeszcze nie zawsze – tylko w okolicznościach upadku. Pytanie, czy starczy im godności, by się otrzepać.

Niektórzy oddziałują silnie. Przyciągają gwiazdy, nieraz świecąc jak one. Co prawda trudno porównywać Millera do Słońca, ale gwiazda jak się patrzy...

Są też ludzie emanujący anty grawitacją. Takie osoby rozpoznać można po ciągłym upuszczaniu przedmiotów, gubieniu wszystkiego i roztargnieniu mało twórczym.

Jak więc widać, różne osoby przyciągają z różną siłą i, w odróżnieniu od grawitacji Ziemskiej, wielkość fizyczna nie ma na to większego wpływu. Tak więc niewskazane jest celowe obżeranie się w celu uzyskania popularności. Można uzyskać odwrotne efekty. Jeśli naprawdę zależy ci na uznaniu – skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Ale uważaj, bo ludzie mający grawitację nad przeciętną mają ciągoty do zrzeszania ludzi. Sekty to tanie i wygodne rozwiązanie. Oczywiście tylko dla lidera. Poza tym z przyciąganiem łatwo można wpakować się w narkotyki, precedensy polityczne i problemy z Sokołowską.

To ja już wolę skafander anty grawitacyjny...

4 stycznia 2008

***

Z dedykacją dla M.


Byłam już daleko
Tysiące słów i znaczeń dalej
Siedemset kilometrów
może mniej
I nawet zapach miałam inny
Chociaż trudno zmienić upodobania

Jednak
Jak zwykle
Pozytywów i podobieństw więcej
Jak zwykle -
Bo przez to pokonaliśmy już chyba
Największy kanion między nami

Zawsze te same emocje
To samo ukrycie
I nawet zakłamaniem
nie różnimy się na wiele
Kiedy modlitwa wieczorna
okazuje się milczeniem

Dla Ciebie, Ojczyzno, dla Ciebie.

Ojczyzno
Dla Ciebie pomniki się stawia
Dla Ciebie rodziny zostawia
Dla Ciebie flagi, ordery
Dla Ciebie hymn i covery
Dla Ciebie z wrogów szydzimy
Dla Ciebie do śmierci walczymy
Dla Ciebie groby żołnierzy
Dla Ciebie wojna się szerzy
Dla Ciebie? To wszystko dla Ciebie...
Ojczyzno
Dla Ciebie umierają sokoły
Naszej miłości, nadziei i wiary

30 listopada 2007

„Antygona” – recenzja książki

„Och! jaka to ja biedna!” – czyli „Antygona” Sofoklesa.

Żyjemy w czasach literatury nowoczesnej. Książka musi być ciekawa, z polotem, nie pachnąca stęchlizną, nie zalatująca przesadną starością. Dzieła z wcześniejszych epok muszą mieć siłę przebicia, by utrzymać się „na topie”. Po przeczytaniu „Antygony” Sofoklesa (której nawet przeglądanie przychodziło mi z naprawdę ogromnym trudem) zaczęłam się zastanawiać, czy cokolwiek z powyższych wymagań zostanie przez tą książkę spełnione. Po chwili myślenia już wiedziałam – gdyby nie fakt, że to lektura – nawet nie przeczytałabym przedmowy. To książka nie dla mnie, jest nudna.

Z „Antygoną” zetknęłam się w szkole – jest lekturą obowiązkową. Opowiada o dziewczynie, która była tak strasznie oddana swoim zasadom, że w pierwszej części utworu chce pogrzebać swojego brata – no i cóż, tak też robi, wplątując się w niemałe zamieszanie. Cały problem polega na tym, że złamała zakaz Kreona. I zaraz mamy walkę praw boskich z ludzkimi, miłości z zasadami... i takie tam. Mnóstwo hałasu, bo Edypowa córka miała za duże ambicje. Ale to jeszcze można znieść, w końcu mamy jakieś przemyślenia życiowe, które ostatecznie coś wnoszą. Męczarnia zaczyna się wtedy, kiedy panienka „Och-Ja-Biedna” zaczyna się nad sobą użalać. Katorga!

W dramacie mamy wiele tragicznych postaci. Ot, choćby Kreon, który wychodzi na złego władcę, a potem umiera mu żona; czy Hajmon, zabijający się z miłości, niczym w piosence Michała Wiśniewskiego („Chodź, pokażę ci czym moja miłość jest, dla ciebie zabiję się...”). Niektóre wątki są dość oryginalne, ale moim skromnym zdaniem- efekt psuje nadmierne umartwianie się. Czy żaden z bohaterów Sofoklesa nie widzi, jakie życie jest piękne?!

Utwór przedstawiony jest do wystawienia na scenę. Nawet nie chcę wiedzieć, jak znudziłoby mnie przedstawienie. Otóż faktem jest, że „Antygona” pisana jest męczącym stylem, nie dla każdego. Mamy tu mnóstwo archaicznych wyrazów, przemówień pełnych żalu, czy wyznań miłości. Przepraszam, że spytam, ale... ile można?!

Książka jest naprawdę nie dla uczniów, którzy mają coś konkretnego do roboty. Po prostu jestem z siebie dumna, że przez nią przebrnęłam.

Kończąc, nie polecę wam tej książki, zresztą – po co? Przecież to lektura, tak i tak jest obowiązkowa. Sama w sobie nie jest aż taka zła.. No dobra, jest, przyznam się, że tym jednym zdaniem chciałam się podlizać pani od polskiego. Ale nie w tym rzecz – Sofokles pokazał nam w tym dramacie ważne prawdy życiowe, poważny i sensowny konflikt, żeby jeszcze to wszystko ujął inaczej, napisał innym stylem...

Wtedy byłoby świetnie. Jak na razie – nie jest.